Fryzjer który stał się marką

Możliwość komentowania Fryzjer który stał się marką została wyłączona Biznes, Fryzjerstwo, New

OPOWIEŚĆ O AMBICJI I PERFEKCJI

W wymagającym świecie usług premium o sukcesie decyduje nie tylko talent, lecz przede wszystkim żelazna konsekwencja w dążeniu do najwyższej jakości. Przedstawiamy Jarosława Adamczyka, który dzięki pasji i strategicznemu myśleniu stworzył prestiżową markę będącą dziś synonimem profesjonalizmu i unikatowego podejścia do wizerunku.

Kiedy miał 20 lat, wysiadł z busa w Warszawie z jedną reklamówką ubrań, kilkoma złotymi w kieszeni i bardzo konkretnym planem: zrobić coś ze swoim życiem. Dorastał w mało zamożnej rodzinie w Radomiu, więc doskonale wiedział, że nikt nie poda mu niczego na tacy – będzie musiał wywalczyć każdy krok. Zaczynał od najniższych stanowisk, podpatrywał starszych kolegów po fachu, asystował, mył włosy, zamiatał włosy z podłogi. Dziś prowadzi prestiżowy salon fryzjerski w Warszawie, specjalizujący się w zaawansowanych koloryzacjach i technice AirTouch, a jego nazwisko stało się marką rozpoznawalną wśród wymagających klientek i klientów, ludzi ze świata mody i biznesu. To historia o tym, jak upór, ciężka praca i bezkompromisowe podejście do jakości potrafią zamienić marzenie w dobrze prosperujący, luksusowy biznes.

Pański salon funkcjonuje w segmencie premium. Jak świadomie budował pan markę z „fryzjera” do „brandu”, za który klienci są gotowi zapłacić więcej niż w standardowym salonie?

Na początku byłem po prostu fryzjerem, który chciał robić włosy „dobrze”. Z czasem zrozumiałem, że w moim słowniku „dobrze” znaczy: perfekcyjnie, świadomie i długofalowo. I tu zaczyna się budowanie marki. Zrezygnowałem z przypadkowości – w doborze usług, produktów, komunikacji, a nawet kolorystyki wnętrza czy social mediów.

Postawiłem na specjalizację – między innymi w technice AirTouch – oraz na bardzo wysoki poziom obsługi. U nas klient nie dostaje po prostu koloru, tylko konkretną strategię dla włosów na najbliższe miesiące, czasem lata. To, plus konsekwentny wizerunek w internecie, sprawiło, że przestano mówić „idę do fryzjera”, a zaczęto mówić: „idę do Jarosława”. I to był moment, w którym zwykła usługa zaczęła być odbierana jako doświadczenie warte wyższej ceny.

Trendy we włosach zmieniają się szybko, a biznes fryzjerski rządzi się twardymi liczbami. Jak godzi pan artystyczną wizję i najnowsze trendy z koniecznością utrzymania wysokiej rentowności salonu?

Dla mnie modne włosy to nie jest jednorazowy „efekt wow” do selfie, tylko stylizacja, która będzie dobrze wyglądać także po trzecim umyciu włosów, a nawet za trzy miesiące. To już jest myślenie biznesowe – bo zadowolony klient wraca i poleca, a nie przychodzi tylko raz na „trend”.

Nie wdrażam każdej nowinki, która pojawia się na TikToku. Wybieram takie kierunki, które da się przełożyć na zdrowe włosy, realne oczekiwania klientek i powtarzalną jakość pracy mojego zespołu. Z perspektywy rentowności ważne są też procedury: dokładnie wiemy, ile czasu zajmuje dana usługa, ile i jakich produktów zużywamy oraz jaką wartość dajemy klientowi. Dzięki temu mogę pozwolić sobie na bycie artystą, mimo że nie przestaję liczyć kosztów.

Kim jest dzisiaj pana „klient marzeń”? Jakie ma nawyki, oczekiwania, styl życia – i co pan robi, żeby przyciągać właśnie takich ludzi zamiast „wszystkich”?

Mój idealny klient to osoba, która traktuje włosy jako element swojej tożsamości, a nie jako „dodatek do stylizacji”. To ktoś, kto rozumie, że dobra koloryzacja czy strzyżenie to proces, a nie szybka usługa last minute. Najczęściej są to osoby świadome, wymagające, często mocno zanurzone w świecie mody, biznesu, sztuki – dla których wizerunek jest nieodzownym narzędziem wykorzystywanym w ich profesji.

Nie staram się trafiać do wszystkich, bo „dla wszystkich” znaczy tak naprawdę „dla nikogo konkretnego”. W komunikacji jasno pokazuję, w czym się specjalizujemy: zaawansowane koloryzacje, AirTouch, przemyślane strzyżenie, wysoka jakość obsługi. Przyciąga to ludzi, którzy szukają właśnie takiego poziomu. Reszta naturalnie wybiera inne miejsca – i to jest w porządku.

Na ile Instagram i media społecznościowe realnie budują dziś kolejkę do salonu? Czy widzi pan w nich bardziej narzędzie wizerunkowe, czy konkretne źródło przychodu, które da się zmierzyć?

Dziś Instagram jest moją wizytówką, portfolio i pierwszą konsultacją w jednym. Klienci często mówią wprost: „znalazłam pana na Instagramie”. To już nie jest tylko „ładny obrazek” – to realne źródło klientów, które da się zmierzyć liczbą zapytań, rezerwacji i konkretnych usług, na które ludzie się zapisują, bo zobaczyli je u nas w social mediach.

Stawiam na spójność: elegancka, przemyślana estetyka, minimalizm, ten charakterystyczny zielony klimat – to nie jest przypadek. Pokazuję efekty pracy, ale też filozofię: zdrowe włosy, indywidualne podejście, wysoki standard. Dzięki temu przyciągam osoby, które czują ten język estetyki i wiedzą, że myślimy podobnie o wizerunku.

W segmencie premium to ludzie „sprzedają” doświadczenie. Jak rekrutuje i szkoli pan fryzjerów, żeby każdy z nich był spójny z wizerunkiem marki – a jednocześnie miał własny, rozpoznawalny styl?

Patrzę przede wszystkim na podejście, a dopiero później na umiejętności techniczne. Techniki można nauczyć, ale szacunku do klienta, pokory wobec rzemiosła i chęci ciągłego rozwoju – nie. Szukam ludzi, którzy rozumieją, że pracujemy w segmencie premium, co oznacza odpowiedzialność za każdy detal.

Szkolenia są u nas stałym elementem pracy, nie dodatkiem. Uczę zespół mojej filozofii koloryzacji, AirTouch, pracy z kształtem twarzy, konsultacji. Ale zachęcam też, żeby każdy rozwijał swój własny styl – dzięki temu klient może wybrać nie tylko „salon X”, ale także konkretnego stylistę, który najlepiej uchwyci charakter danego klienta. To buduje i markę, i lojalność.

Czy widzi pan przyszłość bardziej w rozwoju jednego, bardzo ekskluzywnego miejsca, czy w budowaniu sieci salonów / konceptu edukacyjno-biznesowego pod własnym nazwiskiem?

Jestem zwolennikiem jakości, a nie ilości. Dlatego fundamentem jest dla mnie jedno, bardzo dopracowane miejsce w Warszawie, w którym każdy detal jest pod kontrolą. Ale naturalnym kolejnym krokiem będzie rozwój w stronę edukacji – przekazywania wiedzy o koloryzacji, AirTouch i pracy w segmencie premium innym fryzjerom.

Sieć salonów ma sens tylko wtedy, gdy można utrzymać ten sam poziom, z którego jestem znany. Nie wykluczam tego w przyszłości, ale dziś bardziej pociąga mnie koncept marki, która poza usługami tworzy też standardy pracy dla całej branży – szczególnie w obszarze świadomej, długofalowej pracy z włosami.

Atelier Jarosław Adamczyk

Terespolska 17, Warszawa

+48 502 910 355

instagram: atelierjaroslawadamczyk

Comments are closed.